Translate

środa, 25 grudnia 2013

Życzeniowo...

A jednak zdążyłam... Bardzo ostatnio zabiegany był czas, a chciałam mocno jakiś bożonarodzeniowy, życzeniowy akcent zamieścić... Będzie króciutko: życzę Wam Wszystkim 
i sobie z okazji tych Świąt zdrowia, pogody ducha, dystansu do codzienności, więcej wolnego czasu i oddechu... Więcej rozmów z bliskimi, opieki Aniołów nad każdą sferą życia, natchnienia i samych pięknych prac...

Na zdjęciu lampka z Ikei pomalowana kiedyś farbkami witrażowymi, jemioła, pierniczki uczynione z pomocą mojego Synka... Ptaszek z Kaszub... Zatem jeszcze raz: Wesołych Świąt 
i Samych Szczęśliwych Chwil w Nowym Roku!


sobota, 7 grudnia 2013

Kiermaszowo - zapraszamy na "Rękodzielnię"

A jednak... miało być o recyklingowych moich dekupażkach, które to swoim botanicznym klimatem cofają nas do lata :). A będzie o wytworach na świąteczny kiermasz "Rękodzielnia", który to będzie pierwszym kiermaszem w życiu Wszechpracowni...:)

A to dzięki Izie z Lafi Handmade , która zaprosiła mnie do udziału - dziękuję! Iza  skrzyknęła wrocławskich rękodzielników, dogadała się z knajpką o wdzięcznej nazwie "Motyla Noga" (jak ktoś nie wie, to kłania się kultowa polska komedia "Miś" :) i tak oto 15 grudnia staniemy za stołami i sprzedamy cały nasz towar, a jakże!! Jeszcze będziemy ciężarówkami dowozić z pracowni i magazynów, bo społeczeństwo spragnione pięknych rzeczy jak się nie rzuci...:)

Ach, tak sobie to milutko afirmujemy... W każdym razie prosimy trzymać kciuki, przybywać, zachęcać, ogłaszać: 15 grudnia 2013, o godz. 14 na dziedzińcu przy knajpce "Motyla Noga", Wrocław, ul. Więzienna 6.

Co ze strony Wszechpracowni? Ja zapodam trochę typowo świątecznych bombek, zawieszek, świeczniki, pudełka . Będą też świece z wosku pszczelego i obrazy autorstwa Kasi Morańdy, broszki filcowe Magdy Goli, koszulki, torby i kolczyki Renaty Lizurej.

A oto mały przegląd tego, co nas czeka na kiermaszu:

Drewniane świeczniki na tealighty:







Bombeczki, zawieszki:










To na razie tyle, będę stopniowo uzupełniać o nowe zdjęcia. Do zobaczenia!

piątek, 29 listopada 2013

Parcie na szkło :)

Na blogach już świątecznie, a ja się jeszcze wstrzymuję... Żeby nie było, ruszyłam z produkcją świątecznej drobnicy, a jakże! Ale dziś chcę pokazać uniwersalne rzeczy ze szkła, które wykonałam w ramach treningu przed warsztatami szklanymi właśnie...

Wszystkie te rzeczy niestety są pochodzenia chińskiego, czasem jak coś jest tanie i oczyma duszy widzimy to udekorowane, ciężko jest się oprzeć... Grzech ten postaram się odkupić w następnym poście, prezentując rzeczy pochodzące w 100% z recyklingu.

Zdjęcia... Nie umiem robić zdjęć, jak świeci słońce, to jeszcze jakoś to wychodzi, a w obecnych listopadowych ciemnościach zrobienie sensownej fotki graniczy z cudem... No trudno, mam nadzieję, że coś tam jednak widać. Jak wyjdzie słonko, to najwyżej dopstrykam i dołożę ilustracji...

Na pierwszy rzut miska z Pepco, którą ozdobiłam z dwóch stron, przy użyciu papieru do decoupage, spękacza dwuskładnikowego, farb akrylowych i pasty postarzającej Antique Gold. Na koniec lakier szklący Renesans.






Jako środkowa zaprezentuje się tacka/podstawka ze sklepu "Wszystko za 2,99"
W roli głównej serwetki, spękacz i ta sama pasta postarzająca wtarta w spękania i ślady pędzla...
Od spodu  pomalowane czarną farbą i polakierowane.



Na koniec mały talerzyk, z tego samego sklepu. Cytrynka, listek i motylek wycięte z cieniutkiego papieru To Do (chyba), po przyklejeniu zabezpieczone białą farbą. Na to czarna farba, i lakier, chyba nawet akrylowy. Jedno zdjęcie, bo i filozofii żadnej tu nie ma, ani wielu stron, ukrytych znaczeń....:)



Przy ozdabianiu tych szklanych rzeczy przypomniały mi się robione w dzieciństwie z kawałków szkła "widoczki" zwane również "sekretami". Brało się papierki po cukierkach, złotka od czekolad, wkładało się pod szkiełko i zasypywało ziemią lub piaskiem. Po czym wygrzebywało się palcem taki "widoczek" - pojawiał się zamknięty za szkłem kawałek kolorowego, magicznego świata...

Też jako dzieci robiliście "widoczki" ?

niedziela, 24 listopada 2013

Gdzie zniknęły zdjęcia??

Weszłam wczoraj na bloga i zastałam taki oto widok... Zniknięte zdjęcia i kolory, co to mogło się stać? Czy to dlatego, że tak dawno nic nie pisałam? :) Ktoś tak miał kiedyś? Ratunku!

piątek, 1 listopada 2013

Pocztówka z Jesieni :)

Witam! Taki zabawny tytuł, gdyż Jesień, moja ulubiona pora roku w pełni. Dlatego pokażę dziś parę pracek w stosownym klimacie... Poczyniłam je po trochu w związku z warsztatami decoupage pod szyldem "Jesienna metamorfoza", które miałam przyjemność prowadzić we Wrocławskim Klubie Formaty w październiku. Wzięłam też udział w Siłowni Twórczej pt. "Jesienią malowane", organizowanej przez dziewczyny z Turkusowego Hamaka. Wprawdzie nie udało mi się wygrać, ale cieszy fakt, że moje prace zdobyły kilka głosów :) Dziękuję wszystkim osobom, które na mnie głosowały i oczywiście gratuluję zwyciężczyni, autorce pięknej "liściowej" chusty. Zobaczcie tutaj.

Tak więc najpierw komplecik: kolczyki i bransoletka. Ponieważ wcześniej nie robiłam biżuterii decoupage, a wymyśliłam sobie, że na warsztatach (które poprzedzone były spotkaniem z wizażystką i stylistką) fajnie by było, jakby kobitki porobiły biżuty :) Ale najpierw musiałam zrobić je sama...

Tak oto powstały 2 komplety: jesienny i czarno-złoty, z czego pokażę dziś tylko ten jesienny :) Zastosowałąm cieniowanie farbami akrylowymi i kredkami akwarelowymi. Tyły czerwone. A-testowałam przy okazji lakier Aquagel Triple To-Do i trochę mnie rozczarował efekt. I nakładanie niekomfortowe, gęsty, jak się poprawia, widać ślady pędzla. No i z obłych kształtów spływa. Zastosowałam też na sam koniec (po zeszlifowaniu zacieków) lakier szklący Renesans, i tu z kolei miłe zaskoczenie. Polecam ten produkt tam, gdzie szklany połysk jest pożądany.





Muchomorkowa serwetka urzekła mnie już dawno temu, ale musiałam ją jakoś podrasować, czyli dodałam pismop ręczne z inej serwetki... Do tego płynna patyna. Dół skrzyneczki pierwotnie pomalowany był czerwoną farbą i na tym były a la muchomorkowe kropki... Ale po zakropkowaniu dwóch boków stwierdziłam, że ta koncepcja jest zbyt nachalna, no i kropki mi nie wyszły, tak jak chciałam (robiłam je przy pomocy patyczka do czyszczenia uszu). Przemalowałam więc całość na biało i przykleiłąm kratkowaną serwetkę... I tak lepiej gra! Całość lakierowana matem CraftLine - cudowny lakier! Na brzegach i w środku bejca rustykalna "sosna oregon".






Pomysł z pismem ręcznym i patyną powtórzyłam na deseczce, która może przerodzić się w zawieszkę, lub podkładkę, tego nie wie nikt...:) Ze znanej powszechnie serwetki z konewką usunęłam brutalnie ptaszka, którego zastąpiłam jesiennym "bilecikiem" z innej serwetki. Lakier matowy. 





A na koniec parę zdjęć z warsztatów "Jesienna metamorfoza". Powstały świetne prace, w klimatach nie tylko jesiennych. Dziękuję uczestniczkom, organizatorom, Adze i Wioli za zdjęcia.










 To tyle na dziś. Trzymajcie się ciepło i cieszcie ostatnimi ciepłymi, jesiennymi dniami...

wtorek, 15 października 2013

Nalewka urodzinowa DIY


Ponieważ zostałam zaproszona na poszóstne urodziny - w sensie że aż 6 osób robiło wspólną imprezę :) - trzeba było coś wymyślić w kwestii prezentów. A ponieważ niedawno zrobiłam większe ilości nalewki z aronii (która jak co roku obrodziła u mojej mamy na działce, a która jak wiadomo jest samym zdrowiem), postanowiłam się tym trunkiem z szanownymi jubilatami podzielić. 

Pytanie powstało: w czym? Czyli w co to wlać? Mama nie miała zapasu piersiówek... Znajomy polecił zakupienie sześciu wiśniówek/cytrynówek lub innych żołądkowych, wypicie ich, no i będę mieć flaszki... Jakoś ten pomysł nie przypadł mi do gustu... Nie po to robię w pocie czoła trunki, żebym miała kupować jakieś sztucznie barwione i identyczne z naturalnym aromatyzowane...

Pozostało zbieractwo... Czasu było niewiele, ale ponieważ mieszkam w dzielnicy, która rokuje :), postanowiłam zaryzykować. W mojej okolicy puste flaszki po różnych trunkach zostawione na chodniku, krawężniku, pod ławeczką, na ławeczce to niemal obowiązkowy element krajobrazu. I nie zawiodłam się! Podczas spacerów z dzieckiem znalazłam nawet więcej, niż potrzebowałam, bo 7 sztuk! Może panowie (i panie) konsumujący zostawiają buteleczki w wyżej wymienionych miejscach (zamiast wrzucać je do kosza) właśnie z myślą o takich jak ja zbieraczach? :) Chcę się powiedzieć, że rzeczywistośc jest bardziej prozaiczna, a kosz zawsze za daleko, ale ponieważ wolę tworzyć sobie w myślach świat piękniejszy i ludzi lepszych, pozostanę przy mojej w ludzi wierze . Tym bardziej, że wszystkie znalezione flaszki posiadały oryginalne zakrętki :) Jakby na mnie czekały...:)

A propos wyrzucania i nurkowania do kosza...Nic w tym przyjemnego, ale niedalej, jak przedwczoraj nie mogłam oprzeć się pięknej sześciennej butelce po wódce ogórkowej (tak, tak "Świeży ogórek" się to nazywało!) i wyciągnęłam takie cudo z kosza na śmieci właśnie... Do ćwiczenia dekupażu na szkle będzie jak znalazł...


Ale wracając do flaszek-piersiówek. Po poddaniu ich wrzącej kąpieli w celu usunięcia etykietek, zanieczyszczeń, bakterii i innych zarazków, napełniłam aroniówką, nakleiłam na cieniutką taśmę dwustronną etykietki ze złotego papieru (akurat został mi po produkcji gadżetów ślubnych). Tekst na szybko wykonany pisakiem czarnym. Pismo ręczne to mój słaby punkt, ale czasu było bardzo mało i bałam się zmagań z drukarką, która w napiętych sytuacjach lubi pokazywać swoje fochy :)

Na koniec "kapturki" z serwetki jesiennej, rafia z odzysku i voila! 
Proste, recyklingowe, od serca... Mam nadzieję, że obdarowanym będzie smakowało. 
Sto lat i na zdrowie!




sobota, 5 października 2013

Drób na desce cz. 2 i wygrane candy


Dawno nie pisałam... Bo i tyle się dzieje! Spełniam moje marzenie... Ale o tym na razie sza! :) Wracając do drobiu - pisałam już o nim w części pierwszej tutaj. Dziś będzie o desce, którą wykonałam jeszcze przed wakacjami na freestyle'owych warsztatach z decoupage u Pani Ani (pozdrawiam!)

Bardzo lubię tą (tę?) dechę, nie wiem dlaczego. Aż nawet zawiesiłam ją sobie na ścianie :). Dopiero dziś udało mi się ją sfotografować. Poszłam z Wojtusiem na spacer i takie mam fotki na łonie Matki Natury :) Nie mogłam się zdecydować, które zdjęcie załączyć, więc daję kilka...


Krótko powiem, że ten kolor niebieski to Decorfin Lavande (nie wygląda, prawda?) , a z pod niego wygląda czerwony - takie połączenie zastosowała na jakimś obrazku Pani Ania i tak mi się ono spodobało, że odgapiłam... 


Środkowe koguty są już znane z deski do krojenia. Koronka z Worka od Mamy (w którym mnóstwo tasiemek i koronek mamy). I miałam uporczywą wizję czegoś czerwonego tam na górze, i z braku laku przykleiłam z tyłu te "pędzelki" z czerwonej rafii. Może niedługo je odkleję...

Z cieniami...
Nie ma jak jesienne światło...

Na koniec pragnę się pochwalić kolejną wygraną w candy! Tym razem jest to komplet przeuroczych podkładek wykonanych techniką pirografii przez złote rączki Riannon z bloga http://tuskulum-riannon.blogspot.com. 
Do pirografii się kiedyś przymierzałam, bo można fajne rzeczy wyczarować w drewienku, ale trudno jest o odpowiedni sprzęt. Ale, może kiedyś... 


Jeszcze raz dziękuję Riannon, a dla wszystkich jesienne pozdrowionka.