Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meble. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meble. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 października 2014

Powrót po latach świetlnych-metamorfoza stołeczka.

Ach, już chyba będę musiała się pogodzić z tym, że mój blog to raczej taki "niedzielny" będzie...
A miało być regularnie, żywo, kursy, konkursy, migające światełka...:) Nie ukrywam, że trochę zabrał mi moc przeznaczoną na bloga wszechmocny Facebook, od którego - co tu kryć - jestem uzależniona...:)
Oczywiście zapraszam, bo tam się więcej dzieje:
https://www.facebook.com/Wszechpracownia

Niemniej dziękuję moim Obserwatorom i osobom, które mimo wszystko tu zaglądają i zostawiają komentarze. Zaklinam się na wszystkie świętości, że jeszcze w tym roku ogłoszę konkurs, bo okazji jest wiele, tylko tego czasu ciągle brak... Ale to truizm, więc zakończmy biadolenie i przejdźmy do stołeczka...

Od czegoś trzeba zacząć ten come back, a stołeczek to dobra rzecz, bo kojarzy się z przysiadnięciem (przysiąściem?) na chwilę, z zatrzymaniem się... A tego w dzisiejszych czasach tak często brak.

Zydelek ów ma swoje lata, trafił w moje ręce z domu rodzinnego, pamiętam że przeważnie stał w kuchni i służył do obierania ziemniaków (głównie mojej Mamie :)) Zakładało się jeszcze na niego taką gąbkę oprawioną w materiał na gumce, żeby miękcej było w pupę :)

Po latach stołeczek uległ pewnej degradacji, co widać na zdjęciach, ale najważniejsze że jego konstrukcja wciąż trzyma się mocno i zydelek spełnia swoją funkcję.



Jego rewitalizację rozpoczęłam od zaszpachlowania rys, pęknięć i ubytków, poszło na to duużo szpachlówki sosnowej, potem wyrównywanie, szlifowanie, wygładzanie... Tak było w trakcie :)


Co do dalszego etapu, czyli zdobienia, od razu miałam wizję wzorcowo-kolorystyczną. Wiedziałam, że właśnie ta serwetka z oliwkami, i zielone nóżki... Gdzieniegdzie pod spodem ciemniejsze,  przecierane, na wierzchu oliwkowe.I tak oto... Oliwkowy zydelek...

Cieszę się, że ma nowe szatki, że nie uległ zapomnieniu...

Fajnie, jakby doczekał się czegoś do kompletu, jakiegoś innego mebelka, a może poduszki?  :)


Pozdrawiam Was, ściskam serdecznie!

piątek, 17 maja 2013

Taborety i spółka


Właśnie. Najpierwsze były taborety. Drewniane stołki, tudzież zydle :) Gdy zamieszkałam z nimi pod jednym dachem, były pomalowane farbą olejną na niebiesko i fakt, komponowały się kolorystycznie z ówczesną kuchnią i łazienką. Ale wyglądały smutnie i jakoś tak komunistycznie... Historia pomalowania ich przeze mnie na kolor obecny (miedź) jest równie długa, co barbarzyńska... Poprzestanę na tym, że w potraktowane zostały eksperymentalnie farbą Hammerite ;) kolor młotkowy miedziany. Nawet miałam obawę, czy aby ta (w końcu do metalu) farba nie wyżre drewna i przez parę dni patrzyłam, czy stołki nie ulegają anihilacji ;))

W skrócie można moją decyzję uzasadnić tak: tym stołkom i tak już nic nie mogło zaszkodzić, są stare, sfatygowane. Nie chciało mi się zajmować nimi "po bożemu", czyli usuwać starej farby, skrobać, szlifować, etc. Ktoś powie, że to grzech tak traktować drewno. Owszem, miałam chwilę bólu serca, ale tylko chwilę. Bo to ani antyki, ani rodowe, ani sentymentalne. Zwykłe zydle, jakich pewnie jeszcze wiele znajdę na  śmietniku ;) 
A czasem, jak jest impuls i wena, trzeba działać szybko i wykorzystując to, co jest akurat 
w domu, bo jeszcze zew zmiany przeminie... 
A że ten Hammerite został po malowaniu rur, i futryn, i lampy metalowej... 

Smród był przy tym przeokrutny, dobrze że mamy przedpokoik - wiatrołap, w którym mogłam te taburety zamknąć na noc... Po wyschnięciu okazało się, że całkiem nieźle wyglądają, farba nie odłazi, przeciwnie - trzyma się mocno.
I trwały tak one w tej miedzi tylko, dopóki nie stworzyłam chustecznika naszego domowego... Też szybka akcja to była, wizja, jakaś  zapomniana serwetka, rachu ciachu, Maimeri Bronzo, smugi z miedzinej konturówki i oto jest... Nie jakieś tam przecudnej urody dzieło, tylko użytkowo, praktycznie, kolorystycznie do pokoju pasująco-niezobowiązująco:

Chustecznik z jednej strony
I z drugiej
Serwetek z motywem brązowych listków było chyba sztuk dwie, więc zaświtało mi, że pozbyć się ich można wycinając motywy na stołeczki właśnie... I tak listki wycięłam i nakleiłam na 2 przeciwległe boki. 

Oto jak prezentują się:

Lśniąc metalicznym blaskiem Hammerite'a...




Mieszkały sobie te sprzęty w domiszczu naszym służąc dzielnie... 

Aż nagle, całkiem niedawno pojawiła się w moim mózgu wizja "pudełeczka-pierdółeczka". 
Czyli że przydałoby się coś takiego, że gdy się przychodzi i rzuca klucze, okulary przeciwsłoneczne, drobne pieniądze, ulotki, gumki do włosów, pomadkę ochronną do ust, latawiec z jajka-niespodzianki, nakrętkę do śrubki,  itp. pierdoły, które walają się zawsze 
i wszędzie po stole, komodzie...Uffff.... To że można by to wszystko wciepnąć do jednego miejsca, czyli do Pudełeczka-Pierdółeczka. I już będzie to inaczej wyglądać. Przynajmniej bajzel będzie skumulowany w jednym miejscu :) A że miałam w zanadrzu takie drewniane "coś", co by sie idealnie na takowe "Pudełeczko " zdało, postanowiłam zadziałać :). 
Lubię, jak zgrywają  mi się idealnie elementy: pomysł, wizja, rzecz dostępna akurat w domu, serwetka czy też inne elementy dekoracyjne, farby, preparaty...



A, żeby jeszcze wkurzyć tych, którzy mają już dosyć motywu z tacy i z ociekacza na sztućce: wykorzystałam resztkę resztek TEJ właśnie serwetki na wnętrze pudełeczka...Domalowałam czerwone tło i pomazałam Maimeri Polycolor Bronzo. 


Wnętrze pudełeczka

Na bokach serwetka znana z taboretów i chustecznika plus "postarzające" maziaje suchym pędzlem i Bronzo (to Bronzo jest naprawdę dobre na wszystko. Uwielbiam :).



Cóż dodać? Pudełko spełnia swoją funkcję, jak się czegoś nie może znaleźć, to wiadomo, 
że prawie na pewno jest tam :))



A tutaj spółka w komplecie:





środa, 3 kwietnia 2013

Jako pierwsza komódka Mexico

To ruszamy z koksem! Odkąd odkryłam w sieci bogactwo sklepów z hand made, odczuwam niechęć do  ozdób, przedmiotów użytkowych, "prezentów", które oferowane są przez "oficjalne" sklepy typu Ikea, Pepco, NanuNana, Home&You itp. Jest to wszystko Made in China i każdy może to mieć... A fajnie jest mieć coś oryginalnego, niepowtarzalnego, prawda? Od lat sama robię prezenty, (mniej lub bardziej trafione, he he), o czym wiedzą moi znajomi i przyjaciele, którzy przechowują te gadżety do dziś - a to obrazek, a to pudełko, a to kafelek... Na pewno coś z tych prezencików kiedyś zaprezentuję ;) I na tym blogu będę z oddaniem krzewić ideę DIY, reklamować niezależnych twórców i zachęcać do kupna rzeczy wykonanych w domu, z pasją, nie przez chińskie rączki...
Ale wracając do Mexico... Oczywiście zdarzało mi się kupować w tych w/w sklepach, jedną z takich rzeczy jest właśnie owa komódka, która była zwykłym drewnianym surowym minimebelkiem... Kiedyś coś mnie naszło i postanowiłam ją tak oto przerobić:
Komódka z przodu

Najpierw pomalowałam boki farbą akrylową, następnie nakleiłam na szufladki motyw meksykańskiej budowli (ktoś wie co to, jakie miasto?, bo nie pamiętam!). A - motyw wycięłam z jakiegoś czasopisma. Następnie domalowałam niebo, dokleiłam motywy z boku i całość pomalowałam lakierem akrylowym.
Z wysuniętą szufladką
Z drugiego boku
I tak oto ikeowski przedmiot nabrał kolorytu. Podoba się?