Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą decoupage dla dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą decoupage dla dzieci. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 lipca 2016

Tym razem konie...

Witajcie po latach świetlnych...
Serio głupio aż mi się zrobiło, jak zobaczyłam datę ostatniego wpisu :)

Tak się składa, że jestem na wakacjach w miejscu, do którego jeżdżę co roku, i przypomniały mi się pudełka, które wykonałam akurat będąc tu 4 lata temu...

A że aktualnie nie posiadam odpowiednich zdjęć ostatnich rzeczy, które zrobiłam (zwyczajnie nie miałam weny, ani gdzie ich ustawić do sfotografowania w taki sposób, aby wydobyć ich cały urok ;), wrzucam te akurat koniki... Mam niejasne wrażenie, że już kiedyś o nich pisałam, ale jeśli nawet, to kto to pamięta...

A że wakacje to taki czas, że nawet zatwardziałe mieszczuchy pewnie choć raz przewiozą dupkę na jakimś nadmorskim kucu, tym bardziej nie waham się użyć tych zdjęć ;)

Jedno z pudełek powstało dla mojej chrześnicy Julki, drugie dla mojej chrześnicy Sary.

Pierwsza nadal jest zapaloną i aktywną "koniarą", drugiej już przeszło...

Z ciekawostek: po raz pierwszy zastosowałam tutaj kredki akwarelowe (tło pędzących koni na pierwszym pudełku).
Generalnie dość długo zeszło mi na tych szkatułkach, być może są trochę "przemęczone" (te złote reliefy, po co, ach po co?...), teraz bym już zupełnie inaczej temat ugryzła... Ale takie spojrzenie z perspektywy też dobrze robi.

Cieszę się, że udało misię napisać i dać znaka, że jeszcze żyję blogowo :)

Uściski z nad Jeziora Wieleńskiego!

Pudełko dla Julki:






I zachowało się tylko jedno zdjęcie pudełka dla Sary. Nie wiem, czemu, trochę szkoda.


sobota, 14 września 2013

Warsztaty z decoupage, Wrocławski Klub Formaty


Robię, robię, zarobiona jestem - nie mam kiedy popstrykać zdjęć, tym bardziej że pogoda temu nie sprzyja...
Opowiem więc dziś dla odmiany o warszatach z decoupage, jakie poprowadziłąm w sierpniu (20 i 27) dla dzieci we Wrocławskim Klubie "Formaty". Propozycja wyszła od Reni, która tam pracuje i pomyślała, że fajnie by urozmaicić czymś nowym półkolonie, które aktualnie się tam odbywały. 

Trochę bałam się tego wyzwania, bo w końcu to dzieci, i w ogóle... Bałam się "trochę" do momentu, aż Renia poinformowała mnie, że dzieci będzie...30 :) sztuk, w wieku głównie 7-9 lat...
Od tego momentu nie bałam się już "trochę", ale zaczęłam dygać, peniać i jak to się tam jeszcze nazywa... Kurna, jak to zrobić, jak to ogarnąć, przecież decu to raczej kameralne coś... Skąd wziąć tyle pędzli, nożyczek, ile serwetek zakupić?! 

Czy ja w ogóle zdołam się przez taki tłum przebić z powiedzeniem czegokolwiek?
Czy mnie nie wyśmieją? Nie obrzucają czymś (np. tymi drewnianymi podkładkami)?
Już samo słowo "deKUPAż" może u dzieci wzbudzić błyskawicze skojarzenia i wywołać lawinę głupich śmichów ;)

No, miałam chęć się wycofać. Ale tylko przez chwilkę. Do peniaczy to ja nie należę! 

Trochę dodała mi otuchy Renia obiecując swoją i koleżanki Ani pomoc w łagodzeniu nastrojów, tudzież tłumieniu buntu i ewentualnej pacyfikacji tłumu. 

Po kilku nieprzespanych nocach spędzonych na obmyślaniu strategii, obliczaniu, zamawianiu materiałów (Klub "Formaty" pokrył koszty), malowaniu na biało drewnianych podkładek, bransoletek i świeczników, rozcinaniu na 4 serwetek i grupowaniu ich w zestawy, pakowaniu i mówienia sobie "będzie dobrze, dasz radę", NADSZEDŁ TEN DZIEŃ:) 

Po dotarciu na miejsce okazało się, że cała imprezka odbędzie się w sali widowiskowej :) - w innych pomieszczeniach byłoby za ciasno. Zaczęliśmy ( z Renią, Pawłem i Andrzejkiem)  od ustawienia połączonych stołów w 4 "stanowiska" - przy każdym miało usiąść około 6 osób. Na przeciwko tych rzędów był "Stolik pani prowadzącej", na którym ustawiłam moje wytwory w celu pokazania, o co w ogóle chodzi. 

Renia załatwiła pędzle, słoiki na wodę i kilka dodatkowych par nożyczek z pracowni plastycznej. Na każdym stole było więc po trochu tych dóbr, ale nie tak, żeby starczyło dla każdego dziecka, oj nie! Zapowiedziałm im od razu, że będą musiały współpracować.

Na każdym ze stołów wyłożyłam pomalowane na biało drewniane zakładki do książek i podkładki pod kubek (w różnych kształtach), oraz pędzle, serwetki i klej w kubeczkach po Danio, lakier w słoikach. Na moim stoliczku zaś stały inne przedmioty do ozdobienia (świeczniki, pudełka, bransoletki. Z zamysłem, że może ktoś, komu dobrze pójdzie podkładka, spróbuje ozdobić coś trudniejszego. A w ogóle to tych materiałów miało starczyć na 2 warsztaty. Taaa, yhy...;) Ale, ale, nie wybiegajmy aż tak w przyszłość...

Wybiła godzina "0", przeżegnałam się, pociągnęłam łyk wody z butelki, i oto dzieciaki wsypałay się do sali. Trochę zeszło, zanim zajęły miejsca i uciszyły się na tyle, żebym mogła zabrać głos. 
I o dziwo: 
- pozwoliły mi się wypowiedzieć
- słuchały nawet z zainteresowaniem
- ochoczo zabrały się do pracy, w trakcie której nie dźgały się nożyczkami, nie oblewały klejem, nie łamały zakładek :) 
Moje czarne wizje nie sprawdziły się, byłam pozytywnie zaskoczona. Oczywiście ciężko było do każdego podejść, każdemu pomóc i podpowiedzieć. Nieoceniona okazała się obecność dziewczyn, które po załapaniu, o co chodzi, pomagały dzieciakom. Miały ze sobą gwizdek, co też było przydatne, gdy hałas robił się zbyt wielki :).
Pani prowadząca i zasłuchany tłum :)

Mój faworyt - zaangażowanie, dokładność - jak się wczuwał!
Pracownicy pomagali :) Pani Agnieszka.

Okazało się, że niektórzy zapomnieli (albo nie usłyszeli), że przyklejamy tylko jedną warstwę serwetki, w ogóle z rodzielaniem warstw małe rączki miały najwięcej kłopotów. Niektóre dzieci wczuły się w temat i próbowały jakoś zakomponować pracę, niektóre tylko przyklejały, aby przykleić i wziąć następną podkładkę, czy o zgrozo - szkatułkę :). 

Wydaje mi się, że każdy zrobił choć jedną rzecz (choć niektórzy (głównie chlopcy) narzekali, że to nuda i głupie) :)
Rekordziści wykonali aż 4 prace, którymi mieli obdarować mamy, ojców, babcie...
Pomagam rozdzielać warstwy :)
Praca wre

Miłym akcentem było przyjście pracowników Klubu Formaty, którzy zwabieni nieznanym tematem postanowili spróbować swoich sił i zrobili całkiem fajne rzeczy!



Następne warszaty miały odbyć się za tydzień, a ponieważ nie zostało już NIC do ozdabiania, musiałam zamówić kolejne rzeczy. Niestety w sklepie, w którym wcześniej robiłam zakupy, skończyła się promocja na zakładki i podkładki, musiałam coś wykombinować i postanowiłam wykorzystać skrzętnie zbierane przeze mnie puszki po groszku, kukurydzy i pomidorach (o wykorzystaniu puszek pisałam tutaj). Pomalowałam je na biało, zabezpieczyłam papierową taśmą wewnętrzną krawędź (która nie jest zbyt ostra, ale na upartego można się skaleczyć). W sklepie zaś zamówiłam podkładki (dla odmiany) w kształecie serc i gwiazdek, a także drewniane kubki i bransoletki. 
Jedna z rekordzistek, jesli chodzi o ilość prac :)
Puszeczki. Widać taśmę zabezpieczjącą, którą później usuwałam.
Moja druga faworytka - zdolna osóbka!

Kolejne warsztaty poszły lepiej, bo Renia postanowiłą te dzieci, które nie były zainteresowane, zabrać na inne zajęcia i zostały tyklo te, które rzeczywiście chciały (część osób była z zeszłego tygodnia, a część całkiem nowych). Mogłam (prawie) do każdego podejść (15 osób to też niemało jak na takie zajęcia), pomóc, podpowiedzieć. A, i tym razem wzięłam ze sobą suszarkę, która czasem okazuje się niezastąpiona (zwłaszcza, jak jest się dzieckiem i chce się polakierować dzieło JUŻ, NATYCHMIAST, chociaż klej jeszcze nie wysechł...:)
Nie musze mówić, jak po skończonych warsztatach wyglądała sala... Dobrze, że na stołach była cerata :) I że była Pani Ela, która sprawiła, że po pobojowisku nie pozostał ślad :)

Reasumując, jestem z tego eksperymentu zadowolona. Wiadomo, że warsztaty obejmowały "podstawy podstaw", ilość uczestników i ich wiek nie pozwalałay na nic więcej. Ale i tak, biorąc pod uwagę czarne scenariusz, jakie tworzyła moja wyobraźnia "przed", to jestem szczęśliwa : 
-dzieciaki poznały coś nowego
-zainteresowały się, czego dowodem były "pytania z sali",
-wykryłam kilka talentów -chwaliłam, chwaliłam!
-zdobyłam nowe doświadczenie
No i niektóre prace były naprawdę (jak na dzieci w tym wieku) niczego sobie...:)

 









A - i najważniejsze - dostałam propozycję poprowadzenie kolejnych warsztatów, tym razem dla dorosłych, na zapisy - w październiku.

Dziękuję Renacie, Ani, Agnieszce i pozostałym pracownikom Klubu za pomoc w zorganizowaniu i poprowadzeniu warsztatów.

I jeszcze trochę prac:





Podkładka postmodernistyczna :)